Krystian Faltyn — ratownik z Gorców, który szkolił psy ratownicze w Syrii

 

Są ludzie, którzy po prostu wykonują swoją pracę.

I są też tacy, którzy wchodzą tam, gdzie inni nie są w stanie działać — w góry podczas śnieżycy, do lasu nocą, pod zawalone budynki po katastrofach i wojnie.

Do tej grupy należy Krystian Faltyn — ratownik medyczny, ratownik GOPR Grupy Podhalańskiej, przewodnik psów ratowniczych K9 i człowiek, który od lat pokazuje, że ratownictwo to nie zawód, a sposób życia.

W ostatnich dniach ponownie zrobiło się o nim głośno za sprawą wydarzenia EMEREST 2026, gdzie poprowadzi specjalistyczne warsztaty oraz prelekcję dotyczącą pracy psów ratowniczych. Ale historia Krystiana sięga znacznie dalej niż scena konferencyjna czy media społecznościowe.

 

fot. https://www.facebook.com/krystian.faltyn

Góry uczą pokory

Każdy, kto choć raz był zimą wysoko w Gorcach albo Beskidach, wie jedno — góry potrafią być piękne, ale równie szybko stają się niebezpieczne. Silny wiatr. Mróz. Mgła ograniczająca widoczność do kilku metrów. W takich warunkach ratownicy GOPR podejmują decyzje, od których często zależy ludzkie życie.

Krystian Faltyn od 2014 roku pracuje jako ratownik medyczny w pogotowiu ratunkowym. Z GOPR związany jest jeszcze dłużej — swoją drogę rozpoczął już w 2010 roku, a zawodowo działa w strukturach organizacji od 2015 roku. To tysiące godzin spędzonych w górach, podczas nocnych dyżurów, akcji poszukiwawczych i szkoleń. Ratownictwo górskie z zewnątrz wygląda czasem jak scena z filmu. W rzeczywistości to ogromna odpowiedzialność, przygotowanie fizyczne i psychiczne oraz ciągłe szkolenia. Szczególnie wtedy, gdy do akcji wchodzą psy ratownicze.

Pies ratowniczy to nie „dobrze wyszkolony pies”

Dla wielu osób psy ratownicze wyglądają imponująco głównie na filmach i zdjęciach. Mało kto widzi jednak, ile pracy stoi za tym, by taki duet działał skutecznie podczas realnej akcji. Krystian od 2017 roku intensywnie pracuje z psami ratowniczymi. Jednym z nich jest Mija — labradorka szkolona do poszukiwania osób żywych i zmarłych. To właśnie z nią uczestniczył w wielu działaniach terenowych oraz pokazach edukacyjnych. Drugim psem jest Hora — owczarek belgijski przygotowywany do kolejnych etapów działań ratowniczych.

I właśnie tutaj zaczyna się coś, czego nie da się pokazać jednym zdjęciem. Pies ratowniczy nie działa „na komendę” jak w filmie akcji. To efekt setek godzin treningów w lesie, ruinach budynków, podczas nocnych ćwiczeń i pracy w ekstremalnych warunkach pogodowych. W górach pies potrafi zrobić coś, czego człowiek często nie jest w stanie wykonać sam — odnaleźć ślad, wyczuć zapach pod śniegiem lub szybko przeszukać ogromny teren. Ale żeby to działało, między ratownikiem a psem musi istnieć pełne zaufanie.

Syria. Ta prawdziwa — nie z telewizji

Jednym z najbardziej niezwykłych rozdziałów działalności Krystiana była misja szkoleniowa w Syrii. I warto tutaj zatrzymać się na chwilę. Bo Syria, którą większość ludzi zna wyłącznie z politycznych nagłówków i materiałów wojennych, to kraj z ogromną historią i milionami zwykłych ludzi próbujących odbudować codzienne życie po latach konfliktu.

To właśnie tam Krystian wraz z grupą polskich specjalistów szkolił przewodników psów ratowniczych organizacji White Helmets — Syryjskiej Obrony Cywilnej. White Helmets działają przede wszystkim podczas katastrof budowlanych, bombardowań i sytuacji, w których ludzie zostają uwięzieni pod gruzami. Szkolenia odbywały się w niezwykle trudnych warunkach — w ruinach budynków, przy wysokich temperaturach i bardzo ograniczonych możliwościach sprzętowych.

Nie chodziło wyłącznie o nauczenie psów komend. Chodziło o stworzenie całego systemu współpracy człowieka i psa ratowniczego — od podstaw. To właśnie takie działania pokazują skalę doświadczenia polskich ratowników K9.

Ratownictwo bez kamer i wielkich słów

W czasach internetu łatwo pomylić popularność z realnym działaniem. Ale ratownictwo wygląda inaczej. Nie ma dubli. Nie ma drugiego podejścia. Nie ma miejsca na błędy. Dlatego ogromny szacunek budzą ludzie, którzy poświęcają lata życia na szkolenia, treningi i pomoc innym — często bez rozgłosu.

Właśnie dlatego postać Krystiana Faltyna wzbudza dziś tak duże zainteresowanie w środowisku ratowniczym i górskim. Bo za zdjęciami z psami stoją setki godzin pracy, realne akcje oraz doświadczenie zdobywane zarówno w polskich górach, jak i poza granicami kraju.

EMEREST 2026 — spotkanie z prawdziwym ratownictwem

Podczas EMEREST 2026 uczestnicy będą mogli zobaczyć z bliska, jak wygląda współczesne ratownictwo K9. Krystian poprowadzi warsztaty: „4H, 4T: Hipowolemia część II – tamowanie krwawienia: staza taktyczna”, „Pies ratownik: praktyczne aspekty ratownictwa oraz pracy z psem ratowniczym” oraz prelekcję „Pies jako partner w akcji ratowniczej – Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe”.

I właśnie takie spotkania pokazują coś bardzo ważnego. Prawdziwe ratownictwo nie zaczyna się w chwili alarmu. Zaczyna się dużo wcześniej — podczas treningów, budowania relacji z psem, zdobywania doświadczenia i przygotowania do sytuacji, których nikt nie chce przeżywać, ale do których ktoś musi być gotowy.

Ludzie z gór rozumieją to najlepiej

W Szczawie i całych Gorcach od zawsze ogromnym szacunkiem darzono ludzi, którzy pomagają innym. Ratowników. Strażaków. Przewodników. Ludzi gór. Może właśnie dlatego historie takie jak ta trafiają tutaj szczególnie mocno. Bo w górach człowiek bardzo szybko rozumie jedną rzecz — czasami od drugiego człowieka zależy wszystko.

I właśnie dlatego warto mówić o takich osobach jak Krystian Faltyn. Nie dla zasięgów. Tylko po to, żeby pokazywać ludzi, którzy naprawdę robią rzeczy wielkie.

Syria po wojnie wygląda inaczej, niż wielu ludzi wyobraża sobie przed wyjazdem. To nie tylko obrazy znane z telewizji czy internetowych nagłówków. To kraj, w którym codzienność nadal miesza się z ruinami budynków, checkpointami i śladami konfliktu widocznymi praktycznie na każdym kroku. Właśnie do takiej rzeczywistości przyjechała grupa polskich ratowników i specjalistów od psów ratowniczych, aby szkolić jednostkę K9 organizacji White Helmets w Aleppo.

White Helmets, czyli Syryjska Obrona Cywilna, to formacja złożona początkowo ze zwykłych mieszkańców. Ludzi, którzy podczas bombardowań zaczęli ratować sąsiadów, znajomych i rodziny spod gruzów zawalonych budynków. Z czasem stali się jedną z najbardziej rozpoznawalnych organizacji ratowniczych na świecie. Jak podkreślają sami polscy instruktorzy, ich działalność wymaga ogromnej odwagi. Ratownicy często działają podczas aktywnych działań wojennych, mając świadomość, że po pierwszym ataku może nadejść kolejny.

W sierpniu 2025 roku do Aleppo przyjechał zespół polskich specjalistów, wśród których znalazł się również Krystian Faltyn — ratownik medyczny, ratownik GOPR Grupy Podhalańskiej oraz przewodnik psów ratowniczych. Celem misji było stworzenie fundamentów profesjonalnego ratownictwa K9 w Syrii.

Szkolenia odbywały się w niezwykle wymagających warunkach. Treningi prowadzono w ruinach budynków, na gruzowiskach i terenach zniszczonych przez lata wojny. Psy musiały uczyć się pracy w bardzo wysokich temperaturach oraz w środowisku pełnym niestabilnych konstrukcji i ostrych elementów. Jak podkreślał Krystian, nie chodziło wyłącznie o nauczenie zwierząt podstawowych komend. Chodziło o stworzenie całego systemu pracy ratowniczej — od sposobu poruszania się po gruzowiskach, przez wyposażenie psów i przewodników, aż po budowanie relacji oraz odpowiednich zachowań podczas akcji.

Szczególną uwagę skupiono na poszukiwaniu osób żywych pod zawalonymi budynkami. Dla syryjskich ratowników było to coś zupełnie nowego. Wcześniej nie mieli możliwości uczestniczenia w profesjonalnych szkoleniach tego typu. Dopiero po tragicznym trzęsieniu ziemi w 2023 roku jeszcze mocniej dostrzegli, jak ogromne znaczenie może mieć dobrze przygotowana jednostka psów ratowniczych.

Polscy instruktorzy wielokrotnie podkreślali, że w ratownictwie istnieje coś takiego jak międzynarodowe braterstwo. Jeśli ktoś prosi o pomoc, wiedzę lub szkolenie — odpowiedź praktycznie zawsze brzmi „tak”. Właśnie dlatego doświadczeni ratownicy z Polski zdecydowali się wesprzeć budowę pierwszych profesjonalnych zespołów K9 w Syrii.

W materiale dokumentującym wyjazd widać nie tylko same treningi, ale również ogromną więź, która zaczęła tworzyć się pomiędzy polskimi instruktorami a syryjskimi ratownikami. W jednym z momentów zorganizowano nawet symboliczne urodziny dla Krystiana Faltyna — z tortem, świeczkami i wspólnym śpiewaniem „Sto lat” po polsku oraz arabsku. To właśnie takie chwile pokazują, że ratownictwo często wykracza daleko poza samą technikę i szkolenia.

Mimo trudnych warunków uczestnicy projektu podkreślali, że czuli się bezpiecznie dzięki opiece White Helmets. Jak sami mówili, to ludzie, którzy doskonale rozumieją realia tego kraju i bezpieczeństwo cywilne traktują niezwykle poważnie. Jednocześnie wszyscy mieli świadomość, że Syria nadal pozostaje miejscem niestabilnym, gdzie sytuacja może zmienić się bardzo szybko.

Dla Krystiana Faltyna oraz całego zespołu szkoleniowego wyjazd do Syrii był czymś znacznie większym niż jednorazową misją. To początek procesu budowania ratownictwa K9 w kraju, który przez lata wojny stracił ogromną część swojej infrastruktury i bezpieczeństwa.

Po zakończeniu szkoleń polscy instruktorzy zapowiedzieli dalsze wsparcie syryjskich partnerów poprzez konsultacje oraz monitorowanie postępów pracy z psami ratowniczymi. Jak podkreślali, najważniejsze było „zasianie ziarna”, które w przyszłości może przerodzić się w profesjonalne jednostki ratujące ludzkie życie.

Jedno ze zdań wypowiedzianych pod koniec filmu szczególnie zapada w pamięć. To motto White Helmets widoczne w ich centrach ratowniczych:

„Kto ratuje jedno życie, ten jakby uratował całą ludzkość.”

I właśnie te słowa najlepiej oddają sens pracy ludzi takich jak Krystian Faltyn — niezależnie od tego, czy działają w polskich górach, czy pośród ruin Aleppo.