Niektóre miejsca mają biznesplan, nazwę i logo jeszcze zanim ktokolwiek przekroczy ich próg. Ostoja C&T w Tylmanowej zaczęła się zupełnie inaczej. Od drewnianej ławki, kawy i rozmowy dwóch kobiet, które patrzyły na stojący przed nimi budynek i próbowały wyobrazić sobie, czym mógłby się kiedyś stać.
Był lipiec 2025 roku. Claudia i Teresa siedziały przed obiektem i mówiły o dwóch salach, dużym tarasie, kwiatach przed wejściem, zadbanym terenie i miejscu, do którego ludzie będą chcieli wracać. Wtedy było to jeszcze tylko marzenie. Jedno z tych, które łatwo wypowiedzieć, ale znacznie trudniej później zamienić w decyzję, zobowiązania i codzienną pracę.
Kilka miesięcy później pojawiła się możliwość dzierżawy budynku.
I tutaj ta historia robi się ciekawa, bo nagle wizja przestała być niewinną rozmową przy kawie. Trzeba było odpowiedzieć sobie na znacznie poważniejsze pytanie: czy naprawdę chcemy to zrobić?
Przez kolejne tygodnie były rozmowy, obawy, liczenie, nieprzespane noce i zastanawianie się, czy skala przedsięwzięcia nie okaże się zbyt duża. Obiekt wymagał pracy, czasu i pieniędzy. Łatwiej byłoby odpuścić i później przez lata powtarzać: „mogłyśmy spróbować”.
One powiedziały „tak”.
O planach początkowo wiedzieli tylko najbliżsi. Zaczęło się szukanie ludzi do remontu. Tak Claudia i Teresa trafiły na braci Szymona i Marka, którzy szybko przestali być dla nich tylko ekipą wykonującą kolejne prace. Pomagali praktycznie przy wszystkim — od najważniejszych rzeczy związanych z przygotowaniem obiektu po drobiazgi, o których późniejszy gość nawet nie pomyśli. W pewnym momencie wspólnie wybierali nawet zasłony.
Termin był konkretny. W czerwcu miejsce miało być gotowe.
Ostatecznie powstały dwie odnowione sale, nowe łazienki, taras z leżakami, zagospodarowane otoczenie i przestrzeń, która zaczęła przyjmować pierwszych gości. Ale najciekawsze w Ostoi C&T nie jest dla mnie to, ile rzeczy udało się wyremontować.
Najciekawsze są ludzie.
Miałem okazję przekonać się o tym osobiście podczas VI Festiwalu Dunajca w Tylmanowej. Byłem tam z kamerą, nagrywałem wydarzenie i mogłem zobaczyć to miejsce nie podczas przygotowanej sesji promocyjnej, ale normalnie, w trakcie działania. I właśnie wtedy najlepiej widać, czy za ładnymi zdjęciami stoi coś więcej.
Tutaj stoi.
Claudia i Teresa od pierwszego kontaktu mają w sobie energię, której nie da się wpisać do oferty ani kupić razem z wyposażeniem. Podobnie wygląda sytuacja w kuchni. Jedna z pań pracujących przy przygotowywaniu jedzenia działa także w Kole Gospodyń Wiejskich. To może wydawać się małym szczegółem, ale dla mnie mówi o tym miejscu bardzo dużo. Ostoja nie próbuje udawać obiektu, który mógłby znajdować się gdziekolwiek. Jest mocno osadzona w Tylmanowej i w lokalnej społeczności.
Po Festiwalu Dunajca gościli tam również muzycy zespołu InoRos. Widziałem tę gościnę z bliska i właśnie wtedy najbardziej zwróciłem uwagę na atmosferę tego miejsca. Nie chodziło o specjalną obsługę dla zespołu czy robienie czegoś pod kamerę. Po prostu było naturalnie, serdecznie i po góralsku — tak, żeby człowiek czuł, że jest gościem, a nie numerem rezerwacji.
I chyba właśnie tutaj znajduje się największy kapitał Ostoi.
Budynek można wyremontować. Taras można urządzić. Sale można umeblować. Menu można poprawiać z miesiąca na miesiąc.
Atmosfery stworzyć na zamówienie się nie da.
Co ciekawe, Claudia Wójcik i Teresa Dąbrowska nie ograniczają swojej aktywności wyłącznie do prowadzenia biznesu. Obie działają również w Radzie Sołeckiej Tylmanowej. To ważny szczegół, bo pokazuje, że nie mamy tutaj do czynienia z inwestorem, który pojawił się w miejscowości, uruchomił działalność i na tym kończy się jego zainteresowanie otoczeniem.
To są osoby funkcjonujące wewnątrz tej społeczności.
I właśnie dlatego historia Ostoi C&T jest dla mnie interesująca również z perspektywy Szczawy.
Bo w naszych miejscowościach często patrzymy na stare albo niewykorzystane budynki przede wszystkim jak na problem. Coś, czego nie ma kto zrobić, czego remont będzie kosztował za dużo, co przez kolejne lata może po prostu stać.
W Tylmanowej ktoś usiadł przed takim miejscem i zobaczył nie to, czym ono było, ale czym może się stać.
Nie chcę robić z tego bajki o tym, że wystarczy mieć marzenia, bo nie wystarczy. Za tą historią stoją konkretne decyzje, pieniądze, odpowiedzialność i ryzyko. Prowadzenie gastronomii, noclegów czy organizacja imprez to jeden z trudniejszych biznesów, szczególnie w miejscowości, gdzie ruch turystyczny zmienia się wraz z sezonem.
Ale właśnie dlatego takie historie są wartościowe.
Bo Claudia i Teresa nie czekały, aż ktoś stworzy im idealne warunki. Zobaczyły szansę i postanowiły spróbować.
A dzisiaj w miejscu, o którym rok wcześniej rozmawiały przy kawie, odbywają się rodzinne spotkania, imprezy, przyjeżdżają turyści, muzycy i kolejne osoby poznające Tylmanową.
To jeszcze nie jest koniec tej historii.
Właściwie dopiero początek.

Historia Ostoi C&T jest ciekawa nie tylko dlatego, że Claudia i Teresa odważyły się przejąć stary budynek i stworzyć w nim nowe miejsce. Dla mnie jest przede wszystkim przykładem tego, jak naprawdę rozwijają się małe miejscowości. Nie od wielkich haseł i prezentacji, ale od ludzi, którzy biorą odpowiedzialność za konkretny pomysł i zaczynają działać.
W Tylmanowej widać to bardzo dobrze. Ostoja nie funkcjonuje w oderwaniu od lokalnej społeczności. Właścicielki są aktywne także poza biznesem, jedna z pań pracujących w kuchni działa w Kole Gospodyń Wiejskich, a samo miejsce zaczyna łączyć gastronomię, noclegi, wydarzenia i lokalną kulturę. To właśnie taki model ma sens w małej miejscowości: restauracja wspiera noclegi, wydarzenia ściągają ludzi, turyści zostawiają pieniądze także w innych lokalnych firmach, a dobra atmosfera sprawia, że część z nich wraca.
Podczas Festiwalu Dunajca mogłem zobaczyć to z bliska. Po wydarzeniu w Ostoi gościli muzycy InoRos i wtedy najbardziej rzuciła mi się w oczy nie sama sala czy wystrój, ale sposób, w jaki ludzie są tam przyjmowani. Bez sztuczności i napinki. Normalna, serdeczna gościna. I właśnie takich miejsc potrzeba w regionie więcej, bo turysta może zapomnieć, jak wyglądała sala, ale bardzo długo pamięta, jak został potraktowany.
Patrząc na Ostoję, trudno nie pomyśleć także o Szczawie. My również mamy budynki i miejsca z potencjałem, o których przez lata mówi się głównie w czasie przyszłym: kiedyś coś tu będzie, kiedyś ktoś to zrobi, kiedyś pojawią się pieniądze. Tymczasem przykład z Tylmanowej pokazuje, że czasem najważniejszym momentem jest ten, kiedy ktoś przestaje czekać na idealne warunki i po prostu zaczyna działać.
Nie chodzi o to, żeby kopiować Ostoję. Szczawa ma własną historię, własny charakter i własne możliwości. Warto jednak kopiować podejście: wykorzystać to, co już mamy, łączyć lokalny biznes z wydarzeniami i promocją oraz tworzyć kolejne powody, dla których ludzie mają się tutaj zatrzymać, a nie tylko przejechać.
Claudia i Teresa mają kolejne plany. Chcą rozwijać restaurację, organizować wydarzenia z muzyką na żywo i sprawić, żeby Ostoja była miejscem, do którego przyjeżdża się nie tylko na konkretną imprezę. Czy wszystko się uda, pokaże czas. Na razie najważniejsze jest to, że budynek, przed którym jeszcze niedawno dwie kobiety siedziały przy kawie i mówiły „wyobraź sobie, że kiedyś to będzie nasze”, rzeczywiście dostał nowe życie.
I chyba właśnie dlatego takie historie warto pokazywać. Bo rozwój regionu nie zawsze zaczyna się od wielkiej inwestycji. Czasem zaczyna się od kogoś, kto patrzy na stare miejsce i zamiast widzieć problem, widzi możliwość.

Po tej wizycie mam jedną prostą refleksję: takie miejsca warto wspierać nie dlatego, że są nowe, ale dlatego, że stoją za nimi ludzie, którym naprawdę chce się działać. Ostoja C&T nie jest jeszcze projektem „skończonym”. Właścicielki same mówią, że mają kolejne pomysły, chcą rozwijać restaurację, organizować muzykę na żywo i budować miejsce, do którego ludzie będą wracali nie tylko przy okazji wesela czy większej imprezy.
Ja po swojej wizycie mogę powiedzieć tyle: atmosfera jest bardzo dobra, obsługa naturalna, kuchnia działa z sercem, a energię całej ekipy czuć od pierwszych minut. Nie byłem tam incognito jako anonimowy klient, więc nie będę udawał klasycznej recenzji restauracyjnej. Byłem przy okazji Festiwalu Dunajca, nagrywałem, widziałem pracę tego miejsca od środka i późniejszą gościnę InoRos. To wystarczyło, żeby zobaczyć, że za Ostoją stoi coś więcej niż ładne zdjęcia w internecie.
Jeżeli będziecie w Tylmanowej, jedziecie w stronę Ochotnicy, Gorców albo po prostu szukacie miejsca na rodzinny obiad, spotkanie czy większą uroczystość, warto dać im szansę i wyrobić sobie własne zdanie. Ja na pewno jeszcze tam wrócę, bo chcę zobaczyć, jak to miejsce będzie wyglądało za rok, jeśli dziewczyny utrzymają tempo, które mają dzisiaj.
I jeszcze jedno. W małych miejscowościach bardzo łatwo komentować nowe inicjatywy z boku. Trudniej samemu zainwestować pieniądze, czas i nerwy w coś, co może się udać, ale wcale nie musi. Dlatego jeśli lokalni przedsiębiorcy robią coś dobrze, powinniśmy o tym mówić, odwiedzać ich i polecać dalej. Bez taryfy ulgowej, ale też bez tej naszej lokalnej przypadłości, że najłatwiej kibicować dopiero wtedy, gdy ktoś odniesie sukces daleko od domu.
Ostoja C&T jest na początku swojej drogi. Ale początek ma naprawdę dobry
