„Rzekłem sobie, że Szczawę zrobię uzdrowiskiem”. Antoni Gryzina-Lasek – człowiek, który zobaczył przyszłość tej miejscowości prawie sto lat temu

„Rzekłem sobie, że Szczawę zrobię uzdrowiskiem, bo ma do tego warunki przepyszne” – pisał Antoni Gryzina-Lasek w korespondencji przywoływanej w materiałach poświęconych jego życiu. Dzisiaj te słowa brzmią niemal współcześnie. Wody mineralne, klimat, turystyka zdrowotna, własna marka, rozlewnia, lepsze połączenie drogowe, sanatorium – można byłoby pomyśleć, że czytamy fragment strategii rozwoju Szczawy napisanej w XXI wieku. Tymczasem człowiek, który układał taki plan, urodził się jeszcze pod zaborami. Był lekarzem, legionistą, społecznikiem, działaczem Związku Podhalan, organizatorem struktur polskiej konspiracji, autorem specjalistycznej publikacji i jednym z ludzi, którzy jako pierwsi próbowali przekształcić naturalne bogactwo Szczawy w fundament jej gospodarczego rozwoju. Im dokładniej przygląda się jego biografii, tym trudniej sprowadzić go wyłącznie do określenia „człowiek od szczawskich wód”. Gryzina-Lasek należał do tego pokolenia Polaków, dla którego służba państwu nie miała jednej formy. Raz oznaczała opatrywanie rannych na froncie, innym razem walkę z epidemią, organizowanie życia społecznego, wiercenie studni w górskiej wsi, a w końcu konspirację przeciw niemieckiemu okupantowi. Szczawa zajęła w tej biografii miejsce szczególne. Jego żona Hanna wspominała później, że była wręcz zazdrosna o czas, który mąż poświęcał miejscowości.

Antoni Lasek urodził się 10 czerwca 1892 roku w Tarnowie, dzieciństwo i młodość spędził jednak przede wszystkim w Nowym Sączu. Już jako gimnazjalista działał w niepodległościowym „Zniczu”, następnie studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim i jednocześnie angażował się w Polskie Drużyny Strzeleckie. Właśnie z tamtego okresu miał najprawdopodobniej pochodzić pseudonim „Gryzina”, który w II Rzeczypospolitej stał się drugim członem jego nazwiska. Gdy w 1914 roku Europa wchodziła w I wojnę światową, młody lekarz nie ograniczył się do oczekiwania na przydział. Według dokumentów przywoływanych przez historyka IPN Dawida Golika porzucił stanowisko asystenta Zakładu Dietetycznego w Krynicy, werbował ochotników z Nowego Sącza i przyprowadził ich do krakowskich Oleandrów. Z przygotowanych przez niego ludzi powstały dwa plutony sanitarne. Później były walki nad Nidą, kampania karpacka, Mołotków, służba w kawalerii Zbigniewa Dunin-Wąsowicza, Galicja, Bukowina, rana nogi, leczenie i ponowny powrót na front – tym razem na Wołyń, w szeregi 2 Pułku Ułanów Legionów. Co szczególnie mówi o jego charakterze, w pewnym momencie nie zabiegał nawet o uznanie przez władze austriackie wcześniejszego stopnia oficerskiego i w reorganizowanych Legionach rozpoczął służbę jako zwykły szeregowiec. Z frontem pożegnał się ze względów zdrowotnych w 1916 roku, z działalnością niepodległościową nie zerwał. Pracując jako lekarz Czerwonego Krzyża, działał równocześnie w Polskiej Organizacji Wojskowej, za co spędził cztery miesiące w więzieniu w zakarpackiej Tereswie.

Odzyskanie niepodległości nie oznaczało dla niego końca służby. Gryzina-Lasek zaangażował się w walkę z epidemią duru plamistego i sam zachorował. W 1920 roku, podczas wojny polsko-bolszewickiej, ponownie zgłosił się do wojska, uczestniczył w obronie Warszawy i prowadził posterunek sanitarny. Później pracował w Naczelnym Nadzwyczajnym Komisariacie do Walki z Epidemiami, organizował kolumny sanitarne na Kresach i osiadł w Grodnie, gdzie pełnił m.in. funkcje inspektora epidemicznego, lekarza sanitarnego, lekarza więziennego i wykładowcy higieny. Tam poznał Hannę Szemplińską, z którą założył rodzinę. Nie ograniczał się przy tym do medycyny. Kierował okręgiem Związku Strzeleckiego, działał społecznie, a w 1926 roku własnym nakładem wydał specjalistyczną pracę „Dezynsekcja cyjanowodorowa oraz wskazówki praktyczne do jej wykonania”. Publikację odnotowuje Biblioteka Narodowa, a jej fragmenty wykorzystuje dziś nawet Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, pokazując przedwojenne zastosowania cyjanowodoru do zwalczania insektów. W 1928 roku rodzina przeprowadziła się do Warszawy. Gryzina-Lasek pracował w magistracie, później został dyrektorem Miejskich Zakładów Sanitarnych, działał w Związku Podhalan i Związku Ziem Górskich oraz uczestniczył w organizacji słynnego Święta Gór w Zakopanem w 1935 roku. Był więc człowiekiem, który swobodnie poruszał się pomiędzy nauką, administracją, wojskiem i działalnością regionalną. Być może właśnie dlatego, kiedy spojrzał na niewielką Szczawę, nie zobaczył wyłącznie kilku źródeł wypływających pomiędzy górami. Zobaczył gotowy projekt miejscowości.

Na początku lat trzydziestych Szczawa zaczęła pochłaniać go coraz bardziej. Gryzina-Lasek kupował tutaj grunty, prowadził badania, sprowadzał specjalistów i wykonywał odwierty. Powstały ujęcia, których nazwy do dzisiaj są częścią historii miejscowości: Hanna, Dziedzilla, Krystyna, Lech i Legun. Przy czym warto zachować ostrożność w jednej kwestii – współczesne źródła różnie tłumaczą pochodzenie nazwy „Dziedzilla”, dlatego nie ma sensu powtarzać jednej wersji jako pewnika. Znacznie ważniejsza jest skala samego przedsięwzięcia. Gryzina-Lasek nie chciał jedynie nalać miejscowej wody do kilku butelek. Zabiegał o uznanie Szczawy za miejscowość uzdrowiskową, myślał o sanatorium, pijalni, rozlewni i drodze prowadzącej z Mszany Dolnej przez Szczawę do Zabrzeży. Z dzisiejszej perspektywy wyjątkowo mocno brzmi jego przekonanie, że miejscowość ma „cudowną okolicę”, „doskonały klimat” i dobre wody, którym warto poświęcić dalszą część życia. Nie był romantykiem opowiadającym o pomyśle przy stole. Zamieniał pomysł w dokumenty, badania, odwierty i przedsiębiorstwo. W 1937 roku, ze względu na pogarszający się stan serca, odszedł na emeryturę. Zamiast zwolnić, jeszcze mocniej poświęcił się Szczawie. IPN przywołuje słowa jego żony Hanny: „Byłam wtedy zazdrosna o czas, który spędzał poza domem, o Szczawę, której oddawał się bez reszty”. Trudno znaleźć bardziej wymowne świadectwo tego, czym stała się dla niego ta miejscowość.

Najlepszym dowodem, że nie były to luźne marzenia, jest dokument, który zachował się w archiwum Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej. 30 grudnia 1936 roku zarejestrowano pod numerem 27684 znak przedsiębiorstwa „Szczawa Wody Mineralne, wł. Ant. Gryzina-Lasek”. Pierwszeństwo zgłoszenia pochodziło z 27 maja tego samego roku. Zakres działalności zapisano niezwykle konkretnie: eksploatacja źródeł mineralnych oraz sprzedaż wód i produktów pochodzących z tych źródeł, a wśród towarów wymieniono wody mineralne, borowinę i sole. To dokument kapitalny również z dzisiejszej perspektywy. Pokazuje, że prawie dziewięćdziesiąt lat temu ktoś świadomie budował markę opartą nie na swoim nazwisku, lecz na słowie „Szczawa”. Miejscowość miała być produktem, miejscem pochodzenia, znakiem jakości i przyszłym kierunkiem wyjazdów leczniczych. Pod koniec lat trzydziestych działała tutaj niewielka pijalnia i rozlewnia, Gryzina-Lasek współpracował przy dystrybucji wody z podmiotami z Warszawy, a w 1938 roku dla Szczawy ustanowiono rejon ochrony górniczej. W źródłach pojawiają się również jego starania o budowę drogi „uzdrowiskowej”. Można więc powiedzieć, że próbował stworzyć cały ekosystem, zanim słowo to weszło do biznesowego języka: surowiec, badania, ochrona złóż, marka, butelka, dystrybucja, infrastruktura i uzdrowisko jako cel nadrzędny.

Historia mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej, gdyby Europa dostała jeszcze kilka spokojnych lat. Wojna przecięła ten projekt w najgorszym możliwym momencie. We wrześniu 1939 roku Gryzina-Lasek znajdował się wraz z rodziną w Dobrej koło Limanowej, gdzie mieli dom letniskowy. Już kilka miesięcy później wrócił do tego, co robił właściwie od młodości – konspiracji. W grudniu 1939 roku spotkał się w Warszawie z mjr. Franciszkiem Znamirowskim, współtwórcą Związku Czynu Zbrojnego. Przyjął pseudonim „Doktor Świder” i otrzymał zadanie zorganizowania struktur ZCZ na Podhalu i Podkarpaciu. Jego działalność objęła również Szczawę. Szczególnie mocnym, niemal symbolicznym szczegółem jest postać Jana Farona. Limanowski Szlak Armii Krajowej podaje, że Faron wcześniej współpracował z Gryziną-Laskiem przy rozlewni wód mineralnych, a wiosną 1940 roku został mianowany komendantem szczawskiej placówki ZCZ. Ludzie, którzy jeszcze chwilę wcześniej mieli wspólnie uczestniczyć w budowaniu przyszłości gospodarczej miejscowości, kilka miesięcy po wybuchu wojny tworzyli tutaj struktury podziemnego państwa. Rozlewnię i uzdrowisko zastąpiła konspiracja. Zamiast walczyć o klientów dla szczawskiej wody, zaczęli walczyć o przetrwanie Polski.

18 stycznia 1941 roku Antoni Gryzina-Lasek został aresztowany wraz z członkami swojej rodziny. Śledztwo prowadzone przez niemieckie Gestapo oznaczało realne zagrożenie dla całej tworzonej przez niego siatki konspiracyjnej. W nocy z 18 na 19 stycznia zmarł w sądeckim więzieniu, odbierając sobie życie, zanim okupanci zdołali wydobyć z niego informacje mogące pogrążyć współpracowników. W opracowaniu IPN Dawid Golik przywołuje niemiecki raport, według którego Gryzina-Lasek napisał własną krwią na ścianie celi słowa „Niech żyje Polska!”. Jego śmierć nie zakończyła represji wobec rodziny. Żona Hanna oraz dwoje starszych dzieci trafili do obozów koncentracyjnych i przeżyli wojnę, natomiast syn Sławomir związał się później z Armią Krajową. Polskie podziemie nie zapomniało o „Doktorze Świdrze”. 19 marca 1942 roku został pośmiertnie odznaczony Orderem Wojennym Virtuti Militari, po wojnie przyznano mu również Medal Wojska i Krzyż Armii Krajowej. Wcześniej otrzymał między innymi Krzyż Niepodległości, Medal Pamiątkowy za Wojnę 1918–1921, Medal Dziesięciolecia Odzyskanej Niepodległości i Brązowy Krzyż Zasługi. Żył zaledwie 48 lat. W tej stosunkowo krótkiej biografii zmieściły się dwie wojny, medycyna, Legiony, POW, walka z epidemiami, działalność społeczna, nauka, Związek Podhalan, projekt uzdrowiska, konspiracja i śmierć poniesiona po aresztowaniu przez okupanta.

Najbardziej uderzające jest jednak to, jak bardzo historia Antoniego Gryziny-Laska pozostaje historią współczesnej Szczawy. Gdy dzisiaj mówimy o wodach mineralnych, pijalni, rozlewnictwie, turystyce zdrowotnej, budowaniu marki miejscowości i aspiracjach uzdrowiskowych, nie rozpoczynamy opowieści od pustej kartki. Otwieramy rozdział, którego pierwsze strony napisano przed wojną. Aktualna diagnoza strategiczna gminy ponownie wskazuje wody mineralne i tradycje uzdrowiskowe jako jeden z najważniejszych potencjałów Szczawy oraz mówi wprost o aspiracji do miana uzdrowiska czterech pór roku. W tym kontekście Gryzina-Lasek przestaje być tylko bohaterem czarno-białej fotografii. Staje się człowiekiem, który prawie sto lat temu patrzył na tę samą dolinę i zadawał sobie właściwie to samo pytanie, które zadajemy sobie dzisiaj: jak wykorzystać to, czym natura obdarzyła Szczawę, żeby miejscowość mogła się rozwijać i żeby korzystali na tym jej mieszkańcy? Nie zdążył zobaczyć swojego uzdrowiska. Wojna zabrała mu możliwość dokończenia pracy, później zabrała życie. Pozostały źródła, nazwy, dokumenty, przedwojenny znak „Szczawa Wody Mineralne” i zdanie, które warto dzisiaj czytać nie jak historyczną ciekawostkę, lecz jak pozostawiony następcom testament: chciał zrobić ze Szczawy uzdrowisko i poświęcić temu tyle życia, ile będzie w stanie. Być może najlepszym sposobem upamiętnienia Antoniego Gryziny-Laska nie jest więc kolejna tablica. Najlepszym byłoby kiedyś dokończyć rozpoczęte przez niego zdanie.

Zdjęcia: Wikimedia Commons, IPN Kraków, Gmina Dobra, Limanowski Szlak AK oraz archiwa rodzinne publikowane w materiałach źródłowych.